Znów dawno nic nie pisałam, mimo licznych postanowień, że napiszę. Muszę powiedzieć, że nic mi nie idzie, ze wszystkimi się kłócę, popadam w indywidualizm i niszczę wszystko, nie potrafię normalnie żyć, jak inni. Idę pod prąd, mimo upadków, a wszystkim chodzi o to aby gnać, i śmiać się z tych mających marzenia, nie patrzą na to, że idziesz własną drogą, chodzi im tylko o to abyś upadł. To im wystarczy. Nic innego nie wchodzi w grę, a jeśli będziesz mieć marzenia- uziemią cię, nie dadzą ci śnić o tym aby się wzbić, jak motyl, bo przeszkadza im to, że masz kości na wierzchu, nie rozumieją nic, rozumieją lekarzy wydający diagnozę o anoreksji, i jesteś motylem w siatce osób, które kochasz, ranią twoje skrzydła, zamykają. To są oni, niczym niezmącona perfekcja. Ale oni nic nie rozumieją. Potrafią mówić. Niszczyć. Uciekać. Kończyć znajomości po złamanej obietnicy, albo innych błachostkach, dlatego odosabniam się, nie chcę ludzi, nie chcę jeść chcę być lekka, chcę nie płakać, chcę być inna, chcę wszystko zmienić a ludzie mi nie pomogą. Moja mama zaczyna wywody, -jeszcze kilo schudniesz to cię do psychiatry zapiszę-, kupuje mi soczki bo jestem blada. Tak ją kocham ale ona wyrywa mi skrzydła, staję się niczym. A waga nadal się nie rusza.Mama się nie dowie o niczym. Nikt nie wie.Mimo, że powiedziała- Gdyby moje dziecko miało anoreksję, to bym zauważyła- gówno prawda, nic nie widzi może udaje. A jej system czujności wzmocnił się kiedy powiedziałam- Będę Ćwiczyć do usranej śmierci, przynajmniej w grobie będę ładna-I odtąd jest nie mała kontrola
Wszystko się wali, mam taki mętlik w głowie, od stycznia nie mam okresu, ale się cieszę, bo tego nienawidzę, może to i piękne, że dzięki temu mamy dzieci, ale obyłoby się bez tej głupiej mazi, nudności i bólu, no. I oczywiście, mam rozmiar 34, nie mam cycków, a moje koleżanki to komentują, a ja się w głębi tak cholernie cieszę, bo w końcu dochodzę do zera. Ale to nie pasuje nikomu, mojej mamie też a wujek, jest tak zabawny, że zaproponował mi dokarmianie jak kaczce, przez lejek. O. No i tyle. A ja nadal jestem gruba, nie wiem co oni niby widzą ale ja tego nie widzę, widzę grubasa. Poza tym przejdę na Anę Boot Camp, i będę chuda. Uda mi się, mimo, że głodówki będą trudne na obiedzie rodzinnym i weekendzie majowym z tatą...
Grałam sobie w ubieranki, i patrzyłam na te komputerowe chude piękne modelki, z chudymi nogami, i uświadomiłam, sobie, że nigdy mi się to nie uda, zawsze będę gruba, a odbicie w lustrze się nie zmieni, zawsze głodna, gruba, odrażająca i obleśna, czy to musi tak być? One pracowały i się udało a mi się nie uda nigdy, nigdy mi się nie uda. I to jest straszne...
Trzymajcie się motyle, niechaj niikt nie złapie was w sidła jedzenia. Do napisania.
sobota, 21 kwietnia 2012
poniedziałek, 9 kwietnia 2012
Po wielkiej nocy, wielka waga
Nienawidzę świąt, doprawdy, doprawdy, doprawdy, doprawdy, doprawdy. Nienawidzę. Tak mnie denerwują. Ja wiem, o tym, święta mają ogromne znaczenie dla naszej wiary, ale po co obżerać się i upijać wódką zatracając w niej zmysły? Chciałam napisać wcześniej, ale nie było jakoś czasu, mam teraz kilkanaście kopii roboczych, bo zaczynałam i nie kończyłam. Ponieważ... Nie wiem dlaczego, może to ten brak natchnienia, ogólna nuda i porządki, oraz objadanie się, ale nikt nic nie podejrzewał, że z roku na rok jem mniej. Poza tym muszę chować tego blooga, bo odkrycie go kończyłoby się śmiercią Any w moim życiu...
Jednak, jestem z siebie tak bardzo Nie dumna, że bardziej się nie da... A to dlatego, że objadłam się na święta, ale to ciasto jest takie pyszne, nie potrafię go znienawidzić, NIE POTRAFIĘ. Ale się nauczę bo od tego jest dieta aby skrócić wszystko, Już od dziś zaczęłam wielkie ćwiczenia aby schować ten odstający brzuch z nawą tłuszczu, ponieważ szkoda mi się mnie robi kiedy patrzę w lustrzo i widzę rozepchaną siebie, z wielkim tłuszczem, wielkim tyłkiem i wielką obleśną masą. Jednym słowem. Mam tyle kompleksów, że to jest po prostu smutne, i mam nadzieję, że uda mi się tak schudnąć, że będę mogła włożyć szorty na wakacje. Ale cóż. Mój bilans na te święta był ogromy, zły obleśny, brzydzę się sobą. Kilkanaście kawałków ciasta w tym karpatki... I specjał mojej cioci który tak uwielbiam. Jakieś tam śledzie, Oczywiście śniadanie wielkanocne i ogólnie barana z białej czekolady, którego również kocham. Ale przytyłam chyba, nie wiem. Bo to trudno tak osądzić tuż po świętach, najpierw trzeba strawić to co mam w brzuchu. To co mam w tyłku, to co mam w boczkach. Kurcze.
I zastanawia mnie to, dlaczego moje koleżanki, najwidoczniej ślepe, krzyczą na mnie, że nie jem, że jestem za chuda, al jestem gruba, i ja to widzę. Dlaczego ludzie ukracają drugiej osobie marzenia o tym by być chudym nareszcie, nareszcie cieszyć się życiem jeść z ograniczeniami, cieszyć się kontrolą nad sobą. Ale nie wszyscy są przeciwko. jedyne co mnie cieszy, że mam ostoję w Sobie samej. I JUŻ ZACZYNAM ZACZYNAM BRAĆ SIĘ ZA SIEBIE.
A oto cytat mojej koleżanki
,, jesteś za chuda!! Dlaczego tak się głodzisz, nic nie jesz! Dlaczego? ja cię zapiszę do programu, ty zobaczysz tak wylądujesz!"
Plapalpalapala, aż mi się głupio zrobiło, jak moje koleżanki z klasy się na nas popatrzyły. Aż mnie przeszedł chłód.... Ale nie ważne, mam to gdzieś, niech się patrzą mogą robić co tylko chcą. Ja się nie przejmuję.
Cóż. Więc. Życzę wam abyście schudły tyle ile chcecie! I mam nadzieję, że częściej będę pisać, choć znów powrót do szkoły.
Ale chciałabym poruszyć jeszcze jeden temat, że jestem wprost wstrząśnięta, kiedy czytam, że ktoś jest wielkim zwolennikiem Any na bloogu, i pisze, że to DIETA, Ćwiczenia i takie tam inne, od dzisiaj jestem ANA!. I do tego, mają komentarze od swoich klasowych koleżanek, które już będą wiedzieć o Anie. A Ana polega na anonimowości, na tym, że masz kontrolę, to nie dieta to styl życia, to nowa idea jaka jest dla nas, stworzona dla tych, którzy są silni a nie dla tych którzy burzą harmonię tworząc Chaos. Dlaczego tak jest.. Poza tym, jaka koleżanka nie odradzi Ci tego abyś była z Aną. Ana to odosobnienie to surowe zasady, to wyniszczenie siebie. To jest paktem, naszym paktem podpisanym zdrowiem. Więc jeśli uważasz, że Ana, to jakaś dieta. To się mylisz, to jest zakorzenione w naszych psychikach. To jest nasza sprawa a nie naszych koleżanek.Więc.... Motylem być to jest po prostu Przyjaźń z Aną. A ona już nie opuści cię do końca życia.
Więc tym razem już się żegnam. Miłego życia. Możliwe, że do Widzenia. : )
Subskrybuj:
Posty (Atom)