sobota, 21 kwietnia 2012

Być nieskazitelną.

Znów dawno nic nie pisałam, mimo licznych postanowień, że napiszę. Muszę powiedzieć, że nic mi nie idzie, ze wszystkimi się kłócę, popadam w indywidualizm i niszczę wszystko, nie potrafię normalnie żyć, jak inni. Idę pod prąd, mimo upadków, a wszystkim chodzi o to aby gnać, i śmiać się z tych mających marzenia, nie patrzą na to, że idziesz własną drogą, chodzi im tylko o to abyś upadł. To im wystarczy. Nic innego nie wchodzi w grę, a jeśli będziesz mieć marzenia- uziemią  cię, nie dadzą ci śnić o tym aby się wzbić, jak motyl, bo przeszkadza im to, że masz kości na wierzchu, nie rozumieją nic, rozumieją lekarzy wydający diagnozę o anoreksji, i jesteś motylem w siatce osób, które kochasz, ranią twoje skrzydła, zamykają. To są oni, niczym niezmącona perfekcja. Ale oni nic nie rozumieją. Potrafią mówić. Niszczyć. Uciekać. Kończyć znajomości po złamanej obietnicy, albo innych błachostkach, dlatego odosabniam się, nie chcę ludzi, nie chcę jeść chcę być lekka, chcę nie płakać, chcę być inna, chcę wszystko zmienić a ludzie mi nie pomogą. Moja mama zaczyna wywody, -jeszcze kilo schudniesz to cię do psychiatry zapiszę-, kupuje mi soczki bo jestem blada.  Tak ją kocham ale ona wyrywa mi skrzydła, staję się niczym. A waga nadal się nie rusza.Mama się nie dowie o niczym. Nikt nie wie.Mimo, że powiedziała- Gdyby moje dziecko miało anoreksję, to bym zauważyła- gówno prawda, nic nie widzi może udaje. A jej system czujności wzmocnił się kiedy powiedziałam- Będę Ćwiczyć do usranej śmierci, przynajmniej w grobie będę ładna-I odtąd jest nie mała kontrola
Wszystko się wali, mam taki mętlik w głowie, od stycznia nie mam okresu, ale się cieszę, bo tego nienawidzę, może to i piękne, że dzięki temu mamy dzieci, ale obyłoby się bez tej głupiej mazi, nudności i bólu, no. I oczywiście, mam rozmiar 34, nie mam cycków, a moje koleżanki to komentują, a ja się w głębi tak cholernie cieszę, bo w końcu dochodzę do zera. Ale to nie pasuje nikomu, mojej mamie też a wujek, jest tak zabawny, że zaproponował mi dokarmianie jak kaczce, przez lejek. O. No i tyle. A ja nadal jestem gruba, nie wiem co oni niby widzą ale ja tego nie widzę, widzę grubasa. Poza tym przejdę na Anę Boot Camp, i będę  chuda. Uda mi się, mimo, że głodówki będą trudne na obiedzie rodzinnym i weekendzie majowym z tatą...
Grałam sobie w ubieranki, i patrzyłam na te komputerowe chude piękne modelki, z chudymi nogami, i uświadomiłam, sobie, że nigdy mi się to nie uda, zawsze będę gruba,  a odbicie w lustrze się nie zmieni, zawsze głodna, gruba, odrażająca i obleśna, czy to musi tak być? One pracowały i się udało a mi się nie uda nigdy, nigdy mi się nie uda. I to jest straszne...


Trzymajcie się motyle, niechaj niikt nie złapie was w sidła jedzenia. Do napisania.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz