Znów dawno nic nie pisałam, mimo licznych postanowień, że napiszę. Muszę powiedzieć, że nic mi nie idzie, ze wszystkimi się kłócę, popadam w indywidualizm i niszczę wszystko, nie potrafię normalnie żyć, jak inni. Idę pod prąd, mimo upadków, a wszystkim chodzi o to aby gnać, i śmiać się z tych mających marzenia, nie patrzą na to, że idziesz własną drogą, chodzi im tylko o to abyś upadł. To im wystarczy. Nic innego nie wchodzi w grę, a jeśli będziesz mieć marzenia- uziemią cię, nie dadzą ci śnić o tym aby się wzbić, jak motyl, bo przeszkadza im to, że masz kości na wierzchu, nie rozumieją nic, rozumieją lekarzy wydający diagnozę o anoreksji, i jesteś motylem w siatce osób, które kochasz, ranią twoje skrzydła, zamykają. To są oni, niczym niezmącona perfekcja. Ale oni nic nie rozumieją. Potrafią mówić. Niszczyć. Uciekać. Kończyć znajomości po złamanej obietnicy, albo innych błachostkach, dlatego odosabniam się, nie chcę ludzi, nie chcę jeść chcę być lekka, chcę nie płakać, chcę być inna, chcę wszystko zmienić a ludzie mi nie pomogą. Moja mama zaczyna wywody, -jeszcze kilo schudniesz to cię do psychiatry zapiszę-, kupuje mi soczki bo jestem blada. Tak ją kocham ale ona wyrywa mi skrzydła, staję się niczym. A waga nadal się nie rusza.Mama się nie dowie o niczym. Nikt nie wie.Mimo, że powiedziała- Gdyby moje dziecko miało anoreksję, to bym zauważyła- gówno prawda, nic nie widzi może udaje. A jej system czujności wzmocnił się kiedy powiedziałam- Będę Ćwiczyć do usranej śmierci, przynajmniej w grobie będę ładna-I odtąd jest nie mała kontrola
Wszystko się wali, mam taki mętlik w głowie, od stycznia nie mam okresu, ale się cieszę, bo tego nienawidzę, może to i piękne, że dzięki temu mamy dzieci, ale obyłoby się bez tej głupiej mazi, nudności i bólu, no. I oczywiście, mam rozmiar 34, nie mam cycków, a moje koleżanki to komentują, a ja się w głębi tak cholernie cieszę, bo w końcu dochodzę do zera. Ale to nie pasuje nikomu, mojej mamie też a wujek, jest tak zabawny, że zaproponował mi dokarmianie jak kaczce, przez lejek. O. No i tyle. A ja nadal jestem gruba, nie wiem co oni niby widzą ale ja tego nie widzę, widzę grubasa. Poza tym przejdę na Anę Boot Camp, i będę chuda. Uda mi się, mimo, że głodówki będą trudne na obiedzie rodzinnym i weekendzie majowym z tatą...
Grałam sobie w ubieranki, i patrzyłam na te komputerowe chude piękne modelki, z chudymi nogami, i uświadomiłam, sobie, że nigdy mi się to nie uda, zawsze będę gruba, a odbicie w lustrze się nie zmieni, zawsze głodna, gruba, odrażająca i obleśna, czy to musi tak być? One pracowały i się udało a mi się nie uda nigdy, nigdy mi się nie uda. I to jest straszne...
Trzymajcie się motyle, niechaj niikt nie złapie was w sidła jedzenia. Do napisania.
sobota, 21 kwietnia 2012
poniedziałek, 9 kwietnia 2012
Po wielkiej nocy, wielka waga
Nienawidzę świąt, doprawdy, doprawdy, doprawdy, doprawdy, doprawdy. Nienawidzę. Tak mnie denerwują. Ja wiem, o tym, święta mają ogromne znaczenie dla naszej wiary, ale po co obżerać się i upijać wódką zatracając w niej zmysły? Chciałam napisać wcześniej, ale nie było jakoś czasu, mam teraz kilkanaście kopii roboczych, bo zaczynałam i nie kończyłam. Ponieważ... Nie wiem dlaczego, może to ten brak natchnienia, ogólna nuda i porządki, oraz objadanie się, ale nikt nic nie podejrzewał, że z roku na rok jem mniej. Poza tym muszę chować tego blooga, bo odkrycie go kończyłoby się śmiercią Any w moim życiu...
Jednak, jestem z siebie tak bardzo Nie dumna, że bardziej się nie da... A to dlatego, że objadłam się na święta, ale to ciasto jest takie pyszne, nie potrafię go znienawidzić, NIE POTRAFIĘ. Ale się nauczę bo od tego jest dieta aby skrócić wszystko, Już od dziś zaczęłam wielkie ćwiczenia aby schować ten odstający brzuch z nawą tłuszczu, ponieważ szkoda mi się mnie robi kiedy patrzę w lustrzo i widzę rozepchaną siebie, z wielkim tłuszczem, wielkim tyłkiem i wielką obleśną masą. Jednym słowem. Mam tyle kompleksów, że to jest po prostu smutne, i mam nadzieję, że uda mi się tak schudnąć, że będę mogła włożyć szorty na wakacje. Ale cóż. Mój bilans na te święta był ogromy, zły obleśny, brzydzę się sobą. Kilkanaście kawałków ciasta w tym karpatki... I specjał mojej cioci który tak uwielbiam. Jakieś tam śledzie, Oczywiście śniadanie wielkanocne i ogólnie barana z białej czekolady, którego również kocham. Ale przytyłam chyba, nie wiem. Bo to trudno tak osądzić tuż po świętach, najpierw trzeba strawić to co mam w brzuchu. To co mam w tyłku, to co mam w boczkach. Kurcze.
I zastanawia mnie to, dlaczego moje koleżanki, najwidoczniej ślepe, krzyczą na mnie, że nie jem, że jestem za chuda, al jestem gruba, i ja to widzę. Dlaczego ludzie ukracają drugiej osobie marzenia o tym by być chudym nareszcie, nareszcie cieszyć się życiem jeść z ograniczeniami, cieszyć się kontrolą nad sobą. Ale nie wszyscy są przeciwko. jedyne co mnie cieszy, że mam ostoję w Sobie samej. I JUŻ ZACZYNAM ZACZYNAM BRAĆ SIĘ ZA SIEBIE.
A oto cytat mojej koleżanki
,, jesteś za chuda!! Dlaczego tak się głodzisz, nic nie jesz! Dlaczego? ja cię zapiszę do programu, ty zobaczysz tak wylądujesz!"
Plapalpalapala, aż mi się głupio zrobiło, jak moje koleżanki z klasy się na nas popatrzyły. Aż mnie przeszedł chłód.... Ale nie ważne, mam to gdzieś, niech się patrzą mogą robić co tylko chcą. Ja się nie przejmuję.
Cóż. Więc. Życzę wam abyście schudły tyle ile chcecie! I mam nadzieję, że częściej będę pisać, choć znów powrót do szkoły.
Ale chciałabym poruszyć jeszcze jeden temat, że jestem wprost wstrząśnięta, kiedy czytam, że ktoś jest wielkim zwolennikiem Any na bloogu, i pisze, że to DIETA, Ćwiczenia i takie tam inne, od dzisiaj jestem ANA!. I do tego, mają komentarze od swoich klasowych koleżanek, które już będą wiedzieć o Anie. A Ana polega na anonimowości, na tym, że masz kontrolę, to nie dieta to styl życia, to nowa idea jaka jest dla nas, stworzona dla tych, którzy są silni a nie dla tych którzy burzą harmonię tworząc Chaos. Dlaczego tak jest.. Poza tym, jaka koleżanka nie odradzi Ci tego abyś była z Aną. Ana to odosobnienie to surowe zasady, to wyniszczenie siebie. To jest paktem, naszym paktem podpisanym zdrowiem. Więc jeśli uważasz, że Ana, to jakaś dieta. To się mylisz, to jest zakorzenione w naszych psychikach. To jest nasza sprawa a nie naszych koleżanek.Więc.... Motylem być to jest po prostu Przyjaźń z Aną. A ona już nie opuści cię do końca życia.
Więc tym razem już się żegnam. Miłego życia. Możliwe, że do Widzenia. : )
poniedziałek, 19 marca 2012
Złamane serce.
Tak, tak oto i mój nowy post ze względu na to, że nudzi mi się tak samej w domu, oraz płaczę w chusteczki nie mogąc zapanować nad łzami, smutkiem i wkurzeniem... Wszyscy mówią, że anorektycy, oraz Ci wszyscy z ruchu Pro-Ana mają poprzekręcane w głowach, że są nienormalni ''posrani", nie rozumieją nas. Nie rozumieją drugiego człowieka, więc po co spłaszczać świat do Anorektyków.... Spłaszczmy wszystkie uczucia na tej posranej Ziemi. Ja też je mam, mam nawet ich więcej niż przeciętny uczeń gimnazjum, któremu zależy na tym by zmienić swój status na facebooku. Może i to właśnie o to chodzi w życiu, by dążyć do zmiany statusu na facebooku. Nie jestem zwykłym człowiekiem, wyróżniam się z tłumu wszystkich innych ludzi. I doprawdy może wydawać to się... Hym wręcz dziwne, bo z jednej strony uważam, że nie mam anoreksji, a z drugiej uważam. A to rozerwanie na dwa bieguny zabija moją psychikę, i jeszcze to zasrane pro ana ciągające mnie ze strony na stronę. Ten głos
- Nie jedz! Jak możesz. Nie będę rozmawiać z takim grubasem jak ty, najpierw schudnij to porozmawiamy, wiesz? Jak schudniesz to będziemy przyjaciółkami na zabój.
A ja nie mam innych przyjaciół, nie mam nikogo. Połowa ludzi które znam, i ufałam zraniło moje zaufanie i nie chcę im ufać, ponieważ nie wchodzi się dwa razy do tego samego bagna, więc to jest właśnie życie...
Ale wracając do tytułu. Mam złamane serce z powodu chłopaka.A wiecie o ironio losu, on mnie kiedyś kochał, ale ja uważałam go za przyjaciela, bałam się, że robi sobie ze mnie żarty... Że jestem taka gruba dla niego, i że to wszystko jest spisek, że może chce się pośmiać z takiego, wieloryba... Ale nie chciałam stracić przyjaźni zawartej z nim, tego zaufania które do mnie miał, tego wszystkiego co było dla mnie ważne, ogólnie się tego bałam, to było coś innego, nowego, niesłychanego... Było dla mnie inne...Byłam dla niego taka wredna. I chciałabym z nim na ten temat porozmawiać, na temat nas porozmawiać, bo ja nie wiem co mam robić, takie sytuacje są najgorsze kiedy widzisz, że już nie da się nic zrobić, na pewno się do mnie nie odezwie. Ma mnie gdzieś. No i teraz ma dziewczynę. Kurde. Zawsze jest za późno. Ale może tak właśnie miało być, może ja mam teraz powoli się zabijać, czego proces zaczęłam już dawno kiedy pierwszy raz zrobiłam sto brzuszków po obiedzie uznając, że za dużo zjadłam, może to tak miało się potoczyć, miałam popaść w tą straszną chorobę odkrywając ją dopiero w drugiej klasie....Nawet moje narządy wewnętrzna mnie zawodzą, mam ciągle zimne ręce, wypadają mi włosy... I jest mi zimno, wszędzie zimno. Wszyscy chodzą w krótkich bluzeczkach, zakrywających małą część ciała i spodnie a ja chodzę w rękawiczkach do szkoły co wzbudza śmiech, zdziwienie i ogólny ruch pospolity w okół mnie. Więc się już przyzwyczaiłam.
Ale wracając do przeznaczenia... Może to jest mój los, umrzeć na anoreksję, dołączyć do tych wszystkich dziewcząt, których rozkład ciała był taki krótki bo miały same kości, a mrówki się nimi nie pożywiły, nie miały czym. Teraz mam jeszcze lepszą determinację dzięki, temu, że ma tą dziewczynę. Mam już sens odchudzania. Może, jak wyląduję na oddziale w szpitalu, karmiona kroplówką, to zajrzy i porozmawia ze mną jak kiedyś... Ale nie łudźmy się, wszyscy wiemy, że tak nie będzie.Mam tak dużą dupę, że uda mi się ją zrzucić na kilka lat... Ale... To też będzie przeznaczenie. Warto się nad tym zastanowić. Ale może to mi pomaga, a ja myślę, że ściąga na dół. Przecież widzę... Siebie. Może on Daje mi siłę doskonalenia ciała, którego jest tak dużo,
WOLĘ CHUDE, KTÓRE BĘDĄ PASOWAĆ DO MOICH RUDYCH WŁOSÓW, KTÓRE TAK BARDZO KOCHASZ. A ICH CHUDE TYŁKI ŁADNIE PASUJĄ DO PRESTIŻU I MOJEGO CUDOWNEGO ŚWIATA, JAKI ZBUDOWAŁEM BEZ CIEBIE.
To widzę w jego oczach kiedy przechodzi obok, jaką pogardę do mnie żywi... A mnie to boli, bo jestem głupia i potrafię wszystko zniszczyć a potem płakać. Następna chusteczka wyrzucona. Następna łza uroniona, a duma przebita gwoździem....
Ale nikt nie widzi jak płaczę, nie widzi jak się oddalam i nie śmieję, z tego z czego śmiałam się kiedyś, kiedy miałam beztroskie życie. I kiedy nie przejmowałam się wyglądem, może jednak było lepiej. Albo zamiast anoreksji wybiorę otyłość ósmego stopnia, i umrę przez żylaki, bo moje żyły będą zapchane tłuszczem- nie wątpię, że nie są. Ale jednak.... Ludzie są tacy prości, kiedy im się coś stanie potrafią mówić o tym całe tygodnie, miesiące, płakać Ci w ramiona, i cieszyć się twoją prostą obecnością. A kiedy ty masz problem, odwracają się od Ciebie tak nagle. Uciekają, zostajesz sam, możesz wołać, nie wróci, chyba, że również coś mu się złego przytrafi i powróci z łaknienie twojego towarzystwa. Kolory lata. Ale nie wpuszczaj go... Bądź silna, Pokonuj trudności, sama. Dochodź do wszystkiego sama. Ciesz się tym, że jesteś sama. Samotność jest dobra, lepsza niż miłość, która rani.
Z wyrazami smutku, łzami w oczach, rozterce i złamanym skrzydłem pozdrawiam wszystkich. Może i czas zagoi mi skrzydło, ale czy wtedy będę miała siłę się wzbić...?
- Nie jedz! Jak możesz. Nie będę rozmawiać z takim grubasem jak ty, najpierw schudnij to porozmawiamy, wiesz? Jak schudniesz to będziemy przyjaciółkami na zabój.
A ja nie mam innych przyjaciół, nie mam nikogo. Połowa ludzi które znam, i ufałam zraniło moje zaufanie i nie chcę im ufać, ponieważ nie wchodzi się dwa razy do tego samego bagna, więc to jest właśnie życie...
Ale wracając do tytułu. Mam złamane serce z powodu chłopaka.A wiecie o ironio losu, on mnie kiedyś kochał, ale ja uważałam go za przyjaciela, bałam się, że robi sobie ze mnie żarty... Że jestem taka gruba dla niego, i że to wszystko jest spisek, że może chce się pośmiać z takiego, wieloryba... Ale nie chciałam stracić przyjaźni zawartej z nim, tego zaufania które do mnie miał, tego wszystkiego co było dla mnie ważne, ogólnie się tego bałam, to było coś innego, nowego, niesłychanego... Było dla mnie inne...Byłam dla niego taka wredna. I chciałabym z nim na ten temat porozmawiać, na temat nas porozmawiać, bo ja nie wiem co mam robić, takie sytuacje są najgorsze kiedy widzisz, że już nie da się nic zrobić, na pewno się do mnie nie odezwie. Ma mnie gdzieś. No i teraz ma dziewczynę. Kurde. Zawsze jest za późno. Ale może tak właśnie miało być, może ja mam teraz powoli się zabijać, czego proces zaczęłam już dawno kiedy pierwszy raz zrobiłam sto brzuszków po obiedzie uznając, że za dużo zjadłam, może to tak miało się potoczyć, miałam popaść w tą straszną chorobę odkrywając ją dopiero w drugiej klasie....Nawet moje narządy wewnętrzna mnie zawodzą, mam ciągle zimne ręce, wypadają mi włosy... I jest mi zimno, wszędzie zimno. Wszyscy chodzą w krótkich bluzeczkach, zakrywających małą część ciała i spodnie a ja chodzę w rękawiczkach do szkoły co wzbudza śmiech, zdziwienie i ogólny ruch pospolity w okół mnie. Więc się już przyzwyczaiłam.
Ale wracając do przeznaczenia... Może to jest mój los, umrzeć na anoreksję, dołączyć do tych wszystkich dziewcząt, których rozkład ciała był taki krótki bo miały same kości, a mrówki się nimi nie pożywiły, nie miały czym. Teraz mam jeszcze lepszą determinację dzięki, temu, że ma tą dziewczynę. Mam już sens odchudzania. Może, jak wyląduję na oddziale w szpitalu, karmiona kroplówką, to zajrzy i porozmawia ze mną jak kiedyś... Ale nie łudźmy się, wszyscy wiemy, że tak nie będzie.Mam tak dużą dupę, że uda mi się ją zrzucić na kilka lat... Ale... To też będzie przeznaczenie. Warto się nad tym zastanowić. Ale może to mi pomaga, a ja myślę, że ściąga na dół. Przecież widzę... Siebie. Może on Daje mi siłę doskonalenia ciała, którego jest tak dużo,
WOLĘ CHUDE, KTÓRE BĘDĄ PASOWAĆ DO MOICH RUDYCH WŁOSÓW, KTÓRE TAK BARDZO KOCHASZ. A ICH CHUDE TYŁKI ŁADNIE PASUJĄ DO PRESTIŻU I MOJEGO CUDOWNEGO ŚWIATA, JAKI ZBUDOWAŁEM BEZ CIEBIE.
To widzę w jego oczach kiedy przechodzi obok, jaką pogardę do mnie żywi... A mnie to boli, bo jestem głupia i potrafię wszystko zniszczyć a potem płakać. Następna chusteczka wyrzucona. Następna łza uroniona, a duma przebita gwoździem....
Ale nikt nie widzi jak płaczę, nie widzi jak się oddalam i nie śmieję, z tego z czego śmiałam się kiedyś, kiedy miałam beztroskie życie. I kiedy nie przejmowałam się wyglądem, może jednak było lepiej. Albo zamiast anoreksji wybiorę otyłość ósmego stopnia, i umrę przez żylaki, bo moje żyły będą zapchane tłuszczem- nie wątpię, że nie są. Ale jednak.... Ludzie są tacy prości, kiedy im się coś stanie potrafią mówić o tym całe tygodnie, miesiące, płakać Ci w ramiona, i cieszyć się twoją prostą obecnością. A kiedy ty masz problem, odwracają się od Ciebie tak nagle. Uciekają, zostajesz sam, możesz wołać, nie wróci, chyba, że również coś mu się złego przytrafi i powróci z łaknienie twojego towarzystwa. Kolory lata. Ale nie wpuszczaj go... Bądź silna, Pokonuj trudności, sama. Dochodź do wszystkiego sama. Ciesz się tym, że jesteś sama. Samotność jest dobra, lepsza niż miłość, która rani.
Z wyrazami smutku, łzami w oczach, rozterce i złamanym skrzydłem pozdrawiam wszystkich. Może i czas zagoi mi skrzydło, ale czy wtedy będę miała siłę się wzbić...?
Witajcie nowi przyjaciele
Witajcie. Powtórzę się, ale witajcie, Chciałabym aby najpierw zostało przeczytane to co napisałam w moim opisie. Więc, jeśli już przeczytaliście i nie wzięła was złość, że następna dziewczyna jest motylem, choć nie, nie wie kim jest, Jest zagubion a stoi między młotem a kowadłem i jest pośrodku a każdy ruch jest zły dla niej. Więc żegnam tych którzy to odczuli, A miło i serdecznie witam w skromnych progach moich myśli tych którzy są ze mną, i rozumieją to co odczuwam.
Na początku chciałabym napomknąć o tym kim jestem i jaki jest mój szczebel społeczny. No więc Nazywam się Ola. Jak każda dziewczyna z Polski takie prostolinijne, miłe Polskie imię którym obdarzono wiele dziewcząt w naszym kraju, nienawidzę go ale jednak trzeba się przełamywać. Tu jestem pod nickiem Secret Butterfly, ponieważ nikt o mnie nie wie. Nie wie co mam w środku, nie wiedzą co ja odczuwam kiedy jem. Nie czuję rozkoszy, czuję tylko jak jedzenie wędruje przez mój żołądek i płynie, osadza się na jego ścianach, leży tam, a jeśli go nie spożytkuję to osadzi się na moim Ciele, będzie obwisły tłuszcz, będą brzydkie uda, będę znów brzydka. Więc, wszystko zaczęło się gdy moja przyjaciółka mnie opuściła i zostałam ja i moja nadwaga, nie miałam nikogo, pociłam się jak świnia, byłam gruba, obleśna i napychałam się tym co się da. Odczuwałam wtedy przyjemność z jedzenia, zajmowało mi ono więcej czasu niż jakiekolwiek rzeczy. Siedziałam i jadłam, stałam i jadłam cały czas jadłam. Nie mogłam się powstrzymać. W szóstej klasie nastąpił jednak przełom. Przełamałam bariery mojej niewinności i zaczęłam maksymalne odchudzanie, głodówki i ćwiczenia do późnej nocy. A że oceny były dobre, rodzice się nie czepiali. Więc robiłam to cały czas, moje mięśnie bolały ale to co... Moje odchudzanie zakończyły się na tym, że straciłam 10 kg. Więc byłam zadowolona. 158 i 56 kilo. No sukces wprost, oraz skończyło się na tym, że zemdlałam i mama zabrała mnie do doktora, miałam anemię, ale waga w dobrej tabeli więc nie sprawdzano mnie pod względem psychicznym. Musiałam odpuścić sobie całonocne treningi, głodówki i inne, na rzecz własnego spokoju, Przeszło mi odchudzanie- Ale na krótko. To wszystko powróciło. Ostatnio schudłam do 51 kg. przy wzroście 160. Jestem z siebie jeszcze bardziej dumna, to dla mnie aż pięć kilo. Daje tak dużo. No i tak zaczęłam żyć, dzień za dniem I mam ich wszystkich dosyć, każdy mówi mi
- Schudłaś, tobie to już nie potrzeba!
Ale ja wiem, że muszę jeszcze bardziej schudnąć bo to jeszcze nie ten cel do którego dążę.Widzę w lustrze grubą dziewczynę, z obleśnym tyłkiem, mimo komentarzy znajomych, ale oni nie wiedzą jak ja wyglądam, tylko ja to wiem jak wyglądam, tylko ja widzę co jest na prawdę w lustrze. ja mogę powiedzieć sobie prawdę na temat mojego wyglądu. I tak będzie do końca moich dni. Poza tym, parę miesięcy temu podczas oglądania stron internetowych załapałam się na Stronie o Pro-Anie. Duży nacisk na to aby być anorektyczką, thinspiracje i inne sprawy. Zaczęłam się w to wkręcać i to bezpowrotnie. Nie mogę przestać widzieć tych chudych nóg a moich. Nie znoszę siebie i tych pieprzonych kilogramów. Nienawidzę jeść. Muszę to nienawidzić to jedyne wyjście, które mi pomoże.Tylko to mi może pomóc.
Dziękuję za uwagę, czas No i jeśli macie ochotę porozmawiać ze mną to piszcie na adres e-mail:
Secret.Butterfly@wp.pl
Będę radosna kiedy napiszą do mnie inne motyle, jak i ludzie, którzy są anty Pro-Anie.
Na początku chciałabym napomknąć o tym kim jestem i jaki jest mój szczebel społeczny. No więc Nazywam się Ola. Jak każda dziewczyna z Polski takie prostolinijne, miłe Polskie imię którym obdarzono wiele dziewcząt w naszym kraju, nienawidzę go ale jednak trzeba się przełamywać. Tu jestem pod nickiem Secret Butterfly, ponieważ nikt o mnie nie wie. Nie wie co mam w środku, nie wiedzą co ja odczuwam kiedy jem. Nie czuję rozkoszy, czuję tylko jak jedzenie wędruje przez mój żołądek i płynie, osadza się na jego ścianach, leży tam, a jeśli go nie spożytkuję to osadzi się na moim Ciele, będzie obwisły tłuszcz, będą brzydkie uda, będę znów brzydka. Więc, wszystko zaczęło się gdy moja przyjaciółka mnie opuściła i zostałam ja i moja nadwaga, nie miałam nikogo, pociłam się jak świnia, byłam gruba, obleśna i napychałam się tym co się da. Odczuwałam wtedy przyjemność z jedzenia, zajmowało mi ono więcej czasu niż jakiekolwiek rzeczy. Siedziałam i jadłam, stałam i jadłam cały czas jadłam. Nie mogłam się powstrzymać. W szóstej klasie nastąpił jednak przełom. Przełamałam bariery mojej niewinności i zaczęłam maksymalne odchudzanie, głodówki i ćwiczenia do późnej nocy. A że oceny były dobre, rodzice się nie czepiali. Więc robiłam to cały czas, moje mięśnie bolały ale to co... Moje odchudzanie zakończyły się na tym, że straciłam 10 kg. Więc byłam zadowolona. 158 i 56 kilo. No sukces wprost, oraz skończyło się na tym, że zemdlałam i mama zabrała mnie do doktora, miałam anemię, ale waga w dobrej tabeli więc nie sprawdzano mnie pod względem psychicznym. Musiałam odpuścić sobie całonocne treningi, głodówki i inne, na rzecz własnego spokoju, Przeszło mi odchudzanie- Ale na krótko. To wszystko powróciło. Ostatnio schudłam do 51 kg. przy wzroście 160. Jestem z siebie jeszcze bardziej dumna, to dla mnie aż pięć kilo. Daje tak dużo. No i tak zaczęłam żyć, dzień za dniem I mam ich wszystkich dosyć, każdy mówi mi
- Schudłaś, tobie to już nie potrzeba!
Ale ja wiem, że muszę jeszcze bardziej schudnąć bo to jeszcze nie ten cel do którego dążę.Widzę w lustrze grubą dziewczynę, z obleśnym tyłkiem, mimo komentarzy znajomych, ale oni nie wiedzą jak ja wyglądam, tylko ja to wiem jak wyglądam, tylko ja widzę co jest na prawdę w lustrze. ja mogę powiedzieć sobie prawdę na temat mojego wyglądu. I tak będzie do końca moich dni. Poza tym, parę miesięcy temu podczas oglądania stron internetowych załapałam się na Stronie o Pro-Anie. Duży nacisk na to aby być anorektyczką, thinspiracje i inne sprawy. Zaczęłam się w to wkręcać i to bezpowrotnie. Nie mogę przestać widzieć tych chudych nóg a moich. Nie znoszę siebie i tych pieprzonych kilogramów. Nienawidzę jeść. Muszę to nienawidzić to jedyne wyjście, które mi pomoże.Tylko to mi może pomóc.
Dziękuję za uwagę, czas No i jeśli macie ochotę porozmawiać ze mną to piszcie na adres e-mail:
Secret.Butterfly@wp.pl
Będę radosna kiedy napiszą do mnie inne motyle, jak i ludzie, którzy są anty Pro-Anie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)